Emil Oppeln-Bronikowski
Grass touching enthusiast, retired football hooligan, Luddite.
Przesiadałem się w jednej z tych małych miejscowości, tych, w których żyje tysiąc, może trzy tysiące obywateli. Za każdym razem gdy spaceruję po takim miasteczku rozmyślam o tym, jakby mi się tu żyło. Pewnie dobrze, mam niewielkie wymagania. Mając godzinę do spalenia postanowiłem tradycyjnie odwiedzić pocztę, kupić kilka pocztówek i rozesłać bliskim.
Stojąc w poniedziałkowej kolejce patrzyłem na półki z przysłowiowym mydłem i powidłem. W oko rzucił mi się ciekawie wydany, niemal futurystyczny, katechizm oraz „W Hołdzie Katalonii”. Kupiłem lokalne pocztówki, znaczki i Orwella.
Jaki to ma związek z notką, do której zalinkuję poniżej? Żaden. Buduję tylko osobistą markę człowieka, który kupuje znaczki na poczcie w małej miejscowości w nadziei, że kiedyś będzie to droga do społecznego awansu, a jeśli nie — przynajmniej worka pieniędzy.
W każdym razie, zapowiadana notka:
Sometimes I do a random check on our computers in museum. People do all kinds of stuff to them, we don't mind, that's what they are for. OK, people mashing a MIDI keyboard connected to Atari MegaSTE can grate on your nerves a little.
Last night I found a .bmp saved on a desktop, if you know people like I do, you'd expect something vulgar. So imagine my surprise when I opened it.
Paint, the only good software from Microsoft.