Ekspres za pączki, czyli przygody na OLX
Rzadko coś sprzedaję, a już zwłaszcza na OLX. Tym razem postanowiłem jednak zrobić porządek w szafie, gdzie zalegał stary ekspres do kawy.
Urządzenie lata świetności miało już za sobą i początkowo planowałem wywieźć je do kontenera na elektrośmieci. Pomyślałem jednak, że szkoda wyrzucać sprzęt, który wciąż działa: mieli, spienia mleko i – co najważniejsze – parzy kawę.
Z drugiej strony, kto kupiłby „styranego” klasyka z regenerowanym blokiem zaparzającym? Oryginalny mechanizm padł ofiarą kiepskiego serwisu – serwisant użył zbyt gęstego smaru, co doprowadziło do wyłamania plastikowych trybów.
Postanowiłem oddać go za darmo. Wiedząc jednak, że na OLX darmowe przedmioty przyciągają tłumy, chciałem, aby trafił do kogoś, kto naprawdę go potrzebuje.
Zainteresowanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Nie byłem w stanie odpisywać każdemu, a tym bardziej weryfikować intencji piszących.
W tym całym chaosie trafiłem na wiadomość od faceta, który napisał bardzo szczerze: miał identyczny model, który zepsuł się kilka dni temu, a bez porannej kawy nie potrafi „wystartować”. Dodał, że może go odebrać za dwie godziny, bo właśnie siedzi w kinie. W gąszczu jednowyrazowych wiadomości typu „Aktualne?”, wybrałem właśnie jego. „Naciągnąłem” go jedynie na dwa pączki z budki przy kinie, gdzie wypiekają je na bieżąco. I tak oto pozbyłem się sprzętu, a ktoś inny zyskał powód do zadowolenia.
Dobrze, że nie podałem w ogłoszeniu numeru telefonu – kiedyś popełniłem ten błąd i do dziś go pamiętam. Niestety, wciąż wielu jest tam łowców okazji. Szczytem bezczelności był gość, który sam handlował ekspresami i chciał przygarnąć mój darmowy egzemplarz, pewnie po to, by zaraz na nim zarobić.